sobota, 14 lutego 2015

ranny ptaszek....

   Ostatnie dni to istny festiwal dobrej pogody. Luty jest dziwaczny i strasznie daleko mu do typowo zimowej aury. Właściwie cała tegoroczna zima to jakaś ściema i bujda na resorach, śniegu nie ma, temperatura często wiosenna i warun tak łaskawy, że żal nie korzystać. By tak nie zachwalać trzeba wspomnieć, że jeden jedyny problem z jakim się borykamy to obiektywne trudności z wolnym czasem, niestety zrozumiałe gdy tyra się na umowie i najzwyczajniej trzeba bywać w robocie. Ale nie jest aż tak źle, latanie też się zdarza i to całkiem udane. A dziś było dokładnie tak, jak powinno być. 
   Start kilka minut po ósmej rano z oszronionej jeszcze łąki prosto w  kierunku wschodzącego słońca.  Następnie dobre dwie i pół godziny szwendania się po okolicy Chełmży, Ostaszewa, Pomorskiej Strefy Ekonomicznej i najbliższej okolicy. Do tego kilka nalotów nad dom i niskie śmiganie nad zamarzniętym jeziorem, polami i drogami, piękne błękitne niebo, mnóstwo słońca i lekko zamglony horyzont. Pełno frajdy, mega zabawa i to wszystko co tak ładuje akumulatory.





   Lądowanie wypadło nieco przed jedenastą i gdy ledwo poskładałem Burana rozdzwoniły się telefony od latających znajomków – jakby się zmówili - czy planuje latać, czy latam, kiedy co i jak…Nie dziwota, bo dzień do latania idealny i żal z niego nie korzystać….

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę tego latania i widoków :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń